Dzień dziewiąty – przełom Hornadu

Dziś miała być dobra pogoda… padało od rana. Na szlak weszliśmy jako nieliczni po 11:00. Miało to swoje plusy, bo byliśmy praktycznie sami. Przełom jako szlak jest sam w sobie mało wymagający, ale wcześniejszy deszcz przesunął skalę trudności na lvl. hard. Miejscami musieliśmy się sporo napocić, by nie skorzystać z usług miejscowego ubezpieczenia. Na szczęście z biegiem dnia się trochę wypogodziło. Chcieliśmy przejść całą trasę, ale w 2/3 postanowiliśmy zawrócić. Po chwili zaczęło padać, co tylko potwierdziło dobrą decyzję. Wracając, zjedliśmy obiad na ranczu i wybawiliśmy się na miejscowym placu zabaw. Na kempingu dopchaliśmy się gorącą czekoladą. Po dojściu do przyczepy padliśmy (za wyjątkiem Szymona, który udowodnił innym dzieciom, że zjazd na hulajnodze powinien odbywać się zawsze z odpowiednim zabezpieczeniem. Jego naśladowca zakończył przejazd w połowie trasy i była potrzebna pomoc medyczna).

Teraz musimy się spakować przed jutrzejszą podróżą do domu.

 362 total views,  1 views today